Depresja czy doświadczenie? Jak żyć z poczuciem straty?
Czy strata może się równać zmianie?
Czy naprawdę nic nie trwa wiecznie?
Ostatnio żyje w dużym poczuciu straty. Wiele się na to odczucie złożyło. Niektóre z tych zdarzeń stały się nagle, niektóre działy się wcześniej tylko w sposób niezauważalny. W wirze codziennych spraw łatwo jest przeoczyć, gdy coś powoli malutkimi kroczkami odchodzi. Jest coraz dalej a nam się wydaje, że ciągle jeszcze jest blisko – niemalże na wyciągnięcie ręki.
Zacznijmy od początku.
Udało mi się w życiu stracić znaczną sumę pieniędzy. Nie udana inwestycja. Przeżycie co najmniej nie komfortowe. Odczuwalne co miesiąc w postaci raty kredytowej. Rada? Co tu radzić... czasami po prostu trzeba się zamoczyć, żeby zrozumieć. Efekt początkowy – zachwiane poczucia własnej wartości – nic mi się nie udaje, błędne koło myśli. Efekt końcowy – wielka szkoła życia i biznesu. Codziennie zbieram owoce tej nazwijmy to „edukacyjnej inwestycji”. Ktoś kiedyś powiedział: „nie ważne ile razy upadniesz, ważne ile razy się podniesiesz! A jak już będziesz wstawać, to co podniesiesz z tej ziemi?”. Z takiej ekonomicznej katastrofy można wiele wynieść – depresję lub doświadczenie. Ty wybierasz.
Zauważyłam, że jak się jest wystarczająco silnym ze stratami materialnymi można sobie poradzić. Ale jak radzić sobie ze stratą emocjonalną?
Straciłam dwie ciąże jedna po drugiej. Strach mnie ogarnia jak myślę o kolejnej próbie. Pytam lekarza czy wyrzucić te wszystkie zdjęcia USG, a on mi na to, że to już przeszłość – tego już nie ma i, że sama mam zdecydować. I tak sobie myślę jaki ten świat prosty, coś jest za chwile tego nie ma a życie toczy się dalej. I co z tego, że biło serce? TEGO JUŻ NIE MA... Tak po prostu. Depresja czy doświadczenie? Jeszcze nie wybrałam. Jestem na skraju codziennego pochlipywania i uśmiechu do ludzi, bo przecież życie toczy się dalej. Wbrew mojemu zdziwieniu świat się wcale nie zatrzymał pomimo, że bardzo bym tego chciała. Rada? Tu nie ma rad. To trzeba przeżyć. Efekt – bezsilność.
Gdy przytrafiają Ci się trudne momenty w życiu siłą rzeczy przystajesz. Codzienny wir schodzi na drugi plan. Zaczynasz dostrzegać rzeczy, których na co dzień nie widzisz. Zwłaszcza gdy chodzi o rozpadające się relacje. Wydaje Ci się, że one będą trwać wiecznie, bo tyle razem przeżyliście, że nie ma innej opcji, bo one są zacementowane. A tu okazuje się, że nic nie trwa wiecznie, a zmiana jest jedyną stałą rzeczą w życiu. Gdy tracisz głęboką i szalenie ważną dla Ciebie relację poczucie straty jest przeszywające. Bo nagle uświadamiasz sobie, że zamknęłaś być może bezpowrotnie rozdział swojego życia, który dawał Ci do tej pory tyle radości z jednej strony, i wspólnych smutków z drugiej. Tracisz wsparcie i energię jaką z niego czerpałaś. Odczuwasz pustkę. Próbujesz jeszcze walczyć, odbudowywać, ale teraz już widzisz bardzo dokładnie jak głębokie zmiany zaszły w tym długim choć niezauważalnym procesie. Nawet nie wiesz kiedy wielkie „P” Przyjaźni zamienia się na małe „p” a następnie na „k” koleżeństwo. Mam nadzieje, że do „k” nie dojdzie.
Rada? Nie zakładaj, że miłość czy przyjaźń, którą masz będzie trwać wiecznie sama z siebie. Długoletnie relacje mają to do siebie, że gasną niepostrzeżenie przez nasze zaniedbanie, przez zmianę priorytetów w życiu. Niestety często przy zmianie planów ustalaniu nowych wyzwań nie uwzględniamy tego co mamy przez co to zaniedbujemy z braku czasu i powodujemy stopniowe oddalanie się. Myślę, że to jest główny powód rozpadu wieloletnich związków. Gdy się budzimy zwykle jest już za późno. Efekt – poczucie ogromnej straty. I znowu depresja czy doświadczenie? Same wybierzcie.
Na zakończenie.
Niedawno straciłam na zawsze moje „-dzieścia” lat. Trzydziestka to taki punkt zwrotny w życiu. Niby jesteś jeszcze młoda, ale już nie brzmi to jak dwudziestolatka. Bliżej niż dalej do wieku średniego. To czas wielu podsumowań. Rachunek moich strat już znacie czas jeszcze na zyski, ale to w innym odcinku. Jedno jest pewne co było – to było, a dziś jest nowy dzień. Wybieram doświadczenie. Idę dalej...
marta

